Ty czy To? 08.09.2015

Relacje są dla mnie ważne. Są inspiracją, siłą napędową. Są odpowiedzią na moje potrzeby.

Lubię ludzi. Nie traktuję ich przedmiotowo. Jestem tego pewna. Czy oni też mają taką pewność? Tak, gdy myślę o rodzinie, znajomych i przyjacielach. Ci wiedzą, że są dla mnie ważni, że chcę być z nimi w empatycznym kontakcie. Niestety tej pewności mogą nie mieć ci, którzy kasują moją zakupy w hiermarkecie, przyjmują zamówienie w restauracji, tankują paliwo czy pobierają opłatę za autostradę. Dotarło to do mnie, gdy ostatnim razem dziękując za przecudnej urody kolację w mojej ulubionej restauracji usłyszałam od Pana Tomka, że to on mi dziękuje. Za słuchanie gdy proponuje wino i opowiada o daniach. Za pytania dotyczące produkcji lodów. I wreszcie za to, że wchodzę tu uśmiechnięta i taka wychodzę. Hm... szczerze mówiąc byłam zaskoczona. Przyglądałam się twarzy Pana Tomka i zdałam sobie sprawę, że czasem nie widzę twarzy tych, z których usług korzystam. Wróciły obrazy gdy rozmawiałam przez telefon podając kartę na stacji benzynowej i przeglądałam FB w kolejce do kasy i w trakcie płacenia za zakupy.

Nie traktuję ludzi podmiotowo. Nie uważam, że niektórzy są jedynie po to, by mnie obsłużyć lub dla wykonania jakiegoś konkretne zadanie. I chcę, by moja postawa, moje czyny o tym świadczyły. 

Martin Buber pisząc na temat różnic między relacją "ja - ty", a relacją "ja - to" podkreśla, że istota tkwi w sposobie patrzenia na ludzi. Kiedy jesteśmy w relacji z "ty" wówczas stawiamy na kontakt, interakcje, współdziałanie i dostrzegamy istniejącą współzależność. W relacji z "to" nastawieni jesteśmy wyłacznie na branie tego, po co przyszliśmy. Chcemy zapłacić i wyjść. Nawet jeśli naszą intencją nie jest dzielenie ludzi wg kryterium podmiotowości i przedmiotowości, to warto przyjrzeć się swojej postawie, gdy wchodzimy w relację ze sprzedawcą, kelnerem, taksówkarzem, konduktorem w PKP czy obsługą pralni. Warto sprawdzić czy patrzymy ludziom w oczy. Czy nawiązujemy z nimi werbalny i pozawerbalny kontakt. Czy jesteśmy otwarci na ich pomyłki. Czy myślom o nich towarzyszy życzliwość. I w końcu gdzie mamy telefon, gdy wchodzimy w relację. 

 


Odklej się od swoich myśli 13.05.2015

Zdarza ci się czasem powtarzać jak mantrę: jestem beznadziejna, jestem za gruba, on nie jest wart mojego zaufania, ona mnie wykorzystała, nie powinien był tego robić? Jeśli tak, to znaczy, że myśl ci się przykleiła :) Myśl, która ani do przyjemnych nie należy, ani do niczego konstruktynwego nie prowadzi, ani tym bardziej nie sprzyja realcji (z sobą lub z drugim). Bez tych myśli możemy zobaczyć jak jest, a nie jak "powinno" być, i dzięki temu jasnemu obrazowi możemy działać skutecznie i na miarę swoich możliwości. Nie kopiąc się z przysłowiowym koniem ;) 

Jakiś czas temu pisałam o 4 pytaniach Byron Kati. Pora zatem na ODWRÓCENIE, kolejne narzędzie, które pozwala poddać pod wątpliwość nasze myśli o sobie i o drugim.  Myśli które powodują napięcie, lęk, frustrację. 4 pytania i odwrócenie to narzędzia "Pracy" (The Work), którą Byron pracuje z mnóstwem ludzi na całym świecie wierząc, że w ten sposób człowiek zbliża się do swojej współczującej natury. 

"Odwróć to", czyli znajdz to zdanie, które siedzi w twojej głowie (On nie powinien się w ten sposób do mnie oddzywać) i: 

  1. zamień miejscami podmioty: Ja nie powinnam się w ten sposób do niego oddzywać
  2. odwróć je o 180 stopni, czyli zajrzyj na drugą stron lustra: On oddzywa się do mnie w spoób, który lubię
  3. Zobacz siebie inaczej: Ja oddzywam się do niego w sposób, który on lubi. 

I znajdź do każdego z tych odwróceń trzy autentyczne konkretne przykłady ze swojego życia będące dowodem na to, że odwrócenie jest prawdziwe.

W odwróceniu nie chodzi o to, by znajdować argumenty na swoją winę i w ten sposób rozgrzeszać innych. Chodzi o to, by zobaczyć rzeczywistość taką jaka ona jest. Raz on oddzywa się do mnie w sposób, którego nie lubię, innym razem ja mówię do niego w sposób, którego on nie lubi. Czasem słyszę z jego ust słowa, które lubię, podobnie jak z moich ust wychodzą słowa, które jemu sprawiają radość. Odwrócenia dają poczucie spokoju. Mi dają. Choćby tylko dlatego, że pozwalają mi dostrzec, że inni nie są odpowiedzialni za to co czuję. 

O Pracy Byron Kati pisze tak: Kiedy stosujesz Pracę, dostrzegasz kim jesteś przez to, że dostrzegasz kim według siebie są inni. W końcu uświadamiasz sobie, że wszystko na zewnątrz jest odbiciem twojego sposobu myślenia. To ty snujesz opowieść, ty tworzysz projekcje wszystkich opowieści, a świat jest odzwierciedleniem twoich myśli"

Przekonuje was? 


Od teraz 30.04.2015

1. Od teraz, wybieram wiarę w to, że powodem niespełnienia naszych potrzeb jest brak dialogu i kreatywności, a nie brak środków. 

2. Od teraz, wybieram łączyć się z ludźmi empatią, tak bym mógł w pełni uszanować niezwykły i uświęcający bagaż doświadczeń, który z sobą niosą. 

3. Od teraz, wybieram działanie płynące wprost z łączności z naturą oraz koncentrują swoją uwagę tak, by wspierała ten kontakt. 

4. Od teraz, wybieram świadome spojrzenie na odczłowieczające myśli, która moja kultura zasiała we mnie, tak by nie pozwolić im doprowadzić mnie do stosowania bezmyślnej przemocy. 

5. Od teraz, wybieram otwarte pokazanie tego, co we mnie żywe, nawet gdyby inni mieli tego nie docenić. 

6. Od teraz, wybieram snucie własnych marzeń, tak bym mógł w pełni delektować się mistyczną radością bycia z człowiekiem. 

7. Od teraz, obdarzony władzą, wybieram pamięć o tym, że sam fakt dotarcia do mety przed innymi nigdy nie usprawiedliwia zmuszania innych, by do mnie dołączyli. 

 Czy wiedzieliście, że Marshall Rosnberg, szukając nazwy dla Porozumienia bez Przemocy myślał o nazwie "Od teraz"? Lubię nazwę, którą ostatecznie wybrał (najbardziej w anglojęzycznej wersji), jednak tak sformułowane założenia NVC mnie poruszają. Może dlatego, że brzmią jak swoisty manifest? Może dlatego, że są jakąś wizją "lepszego świata"?  

Porozumienie bez Przemocy to styl życia, filozofia bycia. Porozumienie nie jest to ani metoda komunikacyjna, ani narzędzie do budowania realcji, choć tak czasem się o nim mówi i do takich celów się go wykorzystuje. Porozumienie to przestrzeń do budowania międzyludzkich związków, to - jak pisze sam Rosnberg - "język życia, w którym empatia objawia się w sposób naturalny". Język, który pozwala wybierać "od teraz". Wybierać obserwacje zamiast osądów i ocen. Uczucia zamiast myśli. Potrzeby zamiast strategii. Prośby zamiast żądań. Wybierać "od teraz" takie okoliczności, które sprzyjają zaspokajaniu potrzeb, własnych i innych. 


Między intuicją, a wiedzą... 06.04.2015

Rodzimy i wychowujemy dzieci. Najczęściej intuicyjnie. Wiemy kiedy przytulić, pocałować, wziąć na ręce. Kiedy słuchać, a kiedy mówić. Wiemy czego nie chcemy przenieść z rodzinnego domu, a co chcemy kultywować w naszym. Po prostu wiemy. 

Intuicyjnie budujemy więź w pierwszym okresie dziecka karmiąc je, gdy jest głodne; tuląc, kołysząc, szepcząc, gdy maluch potrzebuje ukojenia; przybiegając do pokoju, gdy dochodzi z niego płacz lub krzyk. I intuicyjnie wypowiadamy słowa, które mają opowiedzieć o naszej miłości. 
W miarę jak nasze dziecko rośnie intuicja podpowiada nam co wesprze jego rozwój duchowy, emocjonalny, intelektualny i fizyczny. Odpowiadamy na jego potrzeby ufając temu, co podpowiada nam „wewnętrzny głos”. Empatyzujemy z dzieckiem nie dlatego, że „tak trzeba robić”, lecz dlatego, że „kroi się nasze matczyne serce” ;), że wysłuchanie, przygarnięcie, uwzględnienie jest elementem bycia w relacji. A ona pojawia się zanim jeszcze sięgniemy po książkę. 

Intuicja nie jest jednak jakąś siłą nadprzyrodzoną, która na nas spłynęła, bo urodziło się dziecko. Intuicja to wypadkowa doświadczeń, przeżyć, które mózg zakodował i przetworzył bez naszego świadomego udziału. Intuicja jest „wewnętrznym przynagleniem”, które podpowiada co robić (a nie - czego nie robić). Głosem, który mówi, że kiedy nie wiesz co zrobić, „po prostu stój i patrz” (M.Rosenberg). W ten sposób zwiększasz bowiem swoje szanse, by się dowiedzieć czego potrzebuje twoje krzyczące, rzucające się na ziemie i kopiące dziecko lub czego ty w takiej sytuacji potrzebujesz.  

Czy intuicja wystarcza w wychowaniu dzieci? Tak. Świadczy o tym choćby lektura „W głębi kontinuum” J. Liedloff. Czy warto intuicję wspierać? Tak. Najlepiej połączyć ją z wiedzą. Nie tą pochodzącą z poradników wychowawczych, od których uginają się półki księgarni, a których repertuar zmienia się w zależności od obowiązującej mody w wychowaniu.  I nie tą z modnych czasopism dla rodziców, w których zbyt często, moim zdaniem, posiadane nazwisko jest wystarczającym pewnikiem promowanych poglądów. 

Intuicję warto wesprzeć wiedzą o mózgu. O jego strukturze, funkcjach. O neuronach i połączeniach między nimi. Ta wiedza uczy nas bowiem jak „korzystać” z mózgu, by dobrze nam się żyło, a także co i jak kształtuje mózg naszych dzieci. Ogromnym wsparciem dla rodziców jest ten fragment wiedzy, który wiąże emocje, mózg i codzienne funkcjonowanie człowieka. Dzięki tej wiedzy wiemy w jaki sposób mówić, działać, by nauczyć dzieci regulacji emocji, widzenia zarówno swojego wewnętrznego świata, jak i świat drugiego człowieka. Świadomość, że u dzieci prawa półkula mózgu, odpowiedzialna za emocje, dominuje nad logiczną lewą półkulą inspiruje do poszukiwania strategii, które pozwolą dziecku (i rodzicowi) „wyciszyć” emocje, by podjąć działanie.

To też jest wiedza, która pozwala na poradzenie sobie z rodzicielską frustracją, bowiem udowadnia, że pewne zachowania dzieci są wpisane w etap rozwojowy, który jak sama nazwa mówi jest tylko etapem :) Z kolei dla rodziców dzieci szkolnych wiedza o mózgu pomoże wspierać zarówno poczucie wartości dziecka, jego motywację wewnętrzną i tzw miękkie kompetencje, tak pożądane we współczesnym świecie.  

Dla tych, którzy widzą sens wspierania swojej intuicji polecam dwie książki autorstwa D.J. Siegela: „Zintegrowany mózg - zintegrowane dziecko” i „Psychowzroczność”. 


9 strategii dla empatycznej rodziny 19.03.2015

Gabriela Lindemann i Vera Heim w "Komunikacji konstruktywnej w biznesie" proponują dziewięć strategii do skutecznego zarządzania relacjami. I choć autorki piszą głównie o zarządzaniu w hierarchii firmowej, to ich propozycja idealnie pasuje do rodziny, która ze względu na swą ograniczoną liczbę jest na uprzywilejowej pozycji jeśli chodzi o zarządzanie, no bo w zarządzaniu stawia się przecież na jakość, a nie ilość. Podobnie jak w relacji.

Dziewięć poniższych strategii to istota życia w duchu PbP. Miłej lektury i owocnej refleksji. 

1. Postawa. 

Mówi się, że co w głowie, to na języku. A ja doświadczyłam nie raz, że co na języku, to potem w głowie. A co w głowie, to w rękach i nogach, czyli myślenie kształtuje działanie. 
Jeśli wierzę, że wszystko co robią ludzie, w tym moje dzieci, mąż, brat, przyjaciółka, teściowa, szef, ma na celu zaspokojenie ich potrzeb, to ich działania nie odbieram jako złośliwości, bezmyślności, niekompetencji, przekroczenia granic, braku szacunku, lecz jako etap na drodze do realizacji marzenia. 
Takie myślenie pozwala mi z jednej strony widzieć, a nie tylko patrzeć (uwielbiam Pomelo), z drugiej - uznawać i brać pod uwagę wolną wolę drugiego człowieka. Ponadto świadomość myśli, które towarzyszą mi, gdy jestem z kimś w relacji pozwala podejmować decyzje, które opierają się na tym w co wierzę.

2. Jasność dla siebie.

Pytanie "o co mi chodzi?" nie raz uratowało mnie przed wyrzutami sumienia i poczuciem winy w sytuacjach trudnych dla relacji. Pytanie "co teraz mam w głowie?" nie raz pozwoliło mi podjąć decyzję, którą podejmowałam pod koniec dnia refeksyjnie spoglądając wstecz. Gdy w głowie mam oceny, etykiety, interpretacje po prostu nic nie robię. Nic nie mówię. Stoję i patrzę. Czekam aż usłyszane i zaaakceptowane będą miały sposobnośc przetransformować się. Gdy pojawiają się obserwacje, uczucia i potrzeby, otwieram usta ufając, że usłyszę i zostanę usłyszana. 

3. Pozytywny język działania.

Nic tak nie działa jak mówienie o tym, czego się chce bez oczekiwania, ale za to z nadzieją. Mówienie do dziecka czego się chce, a nie czego się nie chcę ("usiądz proszę na ławce obok mnie", zamiast: "nie skacz") zwiększa nasze szanse na bycie usłyszanym i wziętym pod uwagę. Prośba o to, żeby mąż umył naczynia i kuchenkę zanim pójdzie spać jest bardziej jasna i możliwa do realizacji, niż ta by posprzątał kuchnię. 

4. Skupienie się na celu rozmowy, którym jest kontakt z drugim człowiekiem. 

Kontakt przede wszystkim. Załatwienie sprawy, choć bywa naprawdę ważne, nie może być istotą rozmowy. Wiedzą o tym dobrze rodzice nastolatków. Ci młodzi ludzie mają niezwykle czujny "bullshit detector" i każda nasza próba nakłonienia, przekonania, zmuszenia ich do zrobienia czegoś, co przecież "wszystkim wyjdzie na dobre", uruchamia "gadzi mózg" z funkcją: atakuj, uciekaj, zastygnij. 
Widzenie w rozmowie strategii na bycie w kontakcie zwiększa szansę na znalezienie rozwiązania, które uwzględni potrzeby wszystkich zainteresowanych.

5. Obecność.

Moje ulubione "tu i teraz" pozwala mi nie dawać złotychrad, opowiadać własnych historii, tłumaczyć absurdalności wydarzenia czy wreszcie chroni mnie przed słynnym "a nie mówiłam". Bycie "tu i teraz" pozwala ćwiczyć uważność. Jestem TU i TERAZ, ani TAM, ani WTEDY. Jestem gotowa by wysłuchać o tym jak to "skończył się świat, bo Karol z 4c już na mnie nie patrzy na w-f". Jestem otwarta na zaklinanie, "że to na pewno było ostatni raz. Że już nigdy, przenigdy, nie dam sobie wcisnąć tyle roboty". Jestem skupiona na złości, która ma ochotę wymierzyć sprawiedliwość, żeby "wreszcie kobiety przestały być traktowane jako przedmiot pożądania". Jestem "tu i teraz", by pomóc drugiemu dostrzec, usłyszeć, nazwać jego uczucia i potrzeby.

6. Empatia.

Empatia jest wyborem. Empatia jest zależna od naszej gotowości bycia "tu i teraz".  
Celem empatii nie jest znalezienie strategii, która zaspokoi potrzeby mówiącego, jest to raczej skutek uboczny :). Celem empatii jest stworzenie przestrzeni, w której drugi człowiek ma okazję spotkać się ze swoimi uczuciami i potrzebami, czyli z sobą samym. 
Empatyczne słuchanie zakłada takie bycie przy mówiącym, które daje mu możliwość wypowiedzenia się bez obawy bycia ocenianym i analizowanym. 
Z kolei empatyczne mówienie to mówienie bez osądzania i doradzania. Bez diagnozowania. To mówienie o uczuciach i ukrytych za nimi potrzebach, tych zaspokojonych, wywołujących euforię, i tych niezaspokojonych, które doprowadziły do łez.  To, co jest najważniejsze, to mówienie o swoich uczuciach i potrzebach, i zgadywanie, domyślanie się uczuć i potrzeb tego drugiego. Nic nie wiem, jedynie zgaduję.

Dla inspiracji Marshall Rosenberg - „Porozumienie Bez Przemocy przekazuje nam sposób odkrywania tego, co jest żywe w innych ludziach. Pokazuje, jak dostrzec piękno w drugiej osobie, w dowolnym momencie, niezależnie od jej zachowania czy języka, jakim mówi. Wymaga to kontaktu z uczuciami i potrzebami tej osoby. To właśnie jest w niej żywe – jej uczucia i potrzeby. A kiedy nawiążemy z nimi kontakt, usłyszymy, jak ten człowiek śpiewa piękną pieśń”

7. Odpowiedzialność za siebie samego. 

Jestem jedyną osobą, która bierze odpowiedzialność za to w jaki sposób traktuję ludzi, co do nich mówię i co o nich myślę. Biorę odpowiedzialność za moje niezaspokojone potrzeby i trudne uczucia i z tą świadomością buduję relacje. Co to oznacza w praktyce? Że za irytacje wywołaną "walającymi się na przedpokoju butami" jestem odpowiedzialna ja, a nie właściciele tych butów. Podobnie jak za smutek z powodu milczącego telefonu. Tak długo bowiem jak długo wierzę, że ja, a nie drugi człowiek, jest odpowiedzialny za to, co czuję i czego potrzebuję, mogę podjąć działanie, które zaspokoi moją potrzebę bycia wziętą pod uwagę, współpracy, kontaktu, bycia w bliskiej, autentycznej relacji czy miłości. 

8. Wygrany - Wygrany. 

Moja ulubiona strategia, bo wciąż mam wiele do nauczycienia się w tym obszarze. Równość i uniwersalność potrzeb sprawia, że w konflikcie miejsce wygranego rodzica i przegranego malucha bądź wygranego nastolatka i przegranego "starego", może zając wygrany człowiek i wygrany człowiek. Do  tego przybliża wzięcie pod uwagę potrzeb wszystkich stron konfliktu. Niezależnie od tego ile mają lat, ile zarabiają i jak posiadają preferowane strategie. 

9. Świętowanie sukcesów.

Wyrażanie wdzięczności, gdy dostajemy to, czego potrzebowaliśmy, wydaje mi się niedocenioną w dzisiejszych czasach strategią. Przekonanie o tym, że coś się nam należy, że tak trzeba, że to normalne, że wszyscy tak postępują, że po to jest się człowiekiem, blokuje dostęp do wdzięczności, która rodzi się w sercu niezależnie poniekąd od naszej woli. 
Świętowanie tego co dobrze działa w naszej rodzinie, widzenie tego, co dla siebie nazwajem robimy, nazywanie zaspokojonych przez domowników potrzeb łączy ludzi. Ponadto tworzy bezpieczną przestrzeń, do której można odwołać się, gdy przychodzą nieporzumienia, kryzysy, konflikty. Wspólne świętowanie z dzieckiem pierwszych wiosennych lodów wzmacnia więź. Wspólne świętowanie z przyjacielem 15 minutowej rozmowy telefonicznej jest informacją o "wyjątkowości" relacji. Świętowanie możliwości wspólnego siedzenia przy stole w dzień powszedni, tworzy dom, w którym ludzie z radością i w wolności przyczyniają się do wzbogacania życia.  
Liv Larsson o wdzięczności pisze tak: „W autentycznej wdzięczności tkwi niesamowita moc – odpowiednio wyrażona i przyjęta działa ona zazwyczaj jak prawdziwy zastrzyk witaminowy. Jest jak pokarm dla naszych relacji: miłosnych, z kolegami z pracy i z przyjaciółmi. Wdzięczność pokazuje nam jasno, co w życiu jest ważne, a z czego możemy zrezygnować. To przeżycie, którego – jeśli chcemy – możemy doświadczać, a które angażuje wszystkie komórki w naszym ciele.

 


Po co mi PbP? 25.02.2015

Lubię drogę, którą idę. Z kilku powodów. Między innymi dlatego, że choć ją znam (drepczę nią zanim Zo skończyła 2 lata), to wciąż wydaje mi się nowa i jednak nieznana. Widzę kierunek, w którym zmierzam. Widzę ślady, które zostawiam. Nawet ten metr przed sobą widzę. Czego zatem nie widzę? Czego nie znam? Tego, co choć się przede mną nie ukrywa, to pozostaje niewidoczne, bo patrzę nie tam, gdzie to jest lub patrzę nie tymi oczami, które mogą to ujrzeć. 

Dziś zobaczyłam jak daleko Porozumieniu bez Przemocy do dwubiegunowego świata, świata dobra i zła, grzecznych i niegrzecznych, pożądanych i niechcianych. Nie, nie zobaczyłam tego po raz pierwszy. Przecież to założenie PbP, które mówi, że wszystko, co ludzie robią, robią by zaspokoić swoje potrzeby, a nie dlatego, że to jest dobre, grzeczne, właściwe. Nie zobaczyłam po raz pierwszy, a jednak mam wrażenie jakbyśmy się właście spotkały. Ja i Porozumienie, które zanim powie: nie, to nie jest potrzeba, to strategia, pyta: po co mnie chcesz?  Do czego mnie potrzebujesz

No właśnie: do czego? No bo przecież nie do tego, by przekonywać ludzi, że to nie obserwacja, a interpretacja, choć ta pierwsza z pewnością ludzi do siebie zbliża. I nie po to, by wyrażać prośby, a nie żądania, choć te pierwsze zwiększają prawdopodobieństwo dostanie tego, na czym nam zależy. Porozumienie nie jest też po to, by udowaniać, że nie można czuć się "wykorzystanym", "pominiętym" czy "oszukanym", choć bez dwóch zdań bycie smutnym, wyczerpanym, sfrustrowanym więcej mówi o tym, za czym tęsknimy. 

Porozumienie bez Przemocy jest do budowania kontaktu. Do bycia w relacji. Przede wszystkim do tego. I gdybym miała zapomnieć wszystkie założenia PbP i wszystkie słowa Rosenberga, to tego jednego zapomnieć nie chcę. I o tym jedym chcę pamiętać, gdy spotkam człowieka. 

A Ty? O czym chcesz pamiętać? 


4 pytania jak 4 kroki 27.01.2015

Byron Kati w książce "Lover of reality" stawia 4 pytania, które porządkują myśli, gdy dopada mnie poczucie winy, wstyd czy gniew; uczucia, które Rosenberg nazywa "uczuciami odcinającymi od życia". 

Cztery pytania, która pozwalają wrócić na drogę, dostrzec kierunek, w którym idę. Cztery pytania prowadzące do zmiany "na lepsze". 

1. Czy to jest prawda?
2. Czy możesz mieć absolutną pewność, że to jest prawda?
3. Jak reagujesz, co się dzieje, kiedy wierzysz tej myśli?
4. Kim byłabyś (byłbyś), jaka byłabyś (byłbyś) bez tej myśli? 

Sprawdź czy Tobie też pozwalają oderwać się od TEJ uporczywej myśli? Czy łapiesz dystans, wznosisz się, by patrzeć z lotu ptaka? Sprawdź przypominając sobie dawną rzecz lub przy pierwszej nadażającej się okazji. 

1. Czy to jest prawda, że jestem kłótliwa/nieporadna życiowo/zależna od opinii innych... Czy to jest prawda, że nie można na mnie polegać/ufać mi... Czy to jest prawda, że potrafię rozwalić każdą relację/ nie powinnam mieć dzieci/ wciąż tylko się wydzieram...

2. Czy mogę mieć absolutną pewność, że jestem kłótliwa (...) że nie można mi ufać (...) że wciąż tylko się wydzieram...

3. Jak reaguję, gdy wierzę, że jestem zależna od opinii innych (...) że nie można na mnie polegać (...), że nie powinnam mieć dzieci... Co się dzieje (we mnie, ze mną), gdy wierzę, że potrafię tylko rozwalać relacje (...), wszczynam kłótnie (o pierodły)

4. Kim, jaka byłabym bez tej myśli, która jak zdarta płyta wciąż powtarza mi, że jeste taka i owaka... Kim, jaka byłabym...

Sprawdziłaś/-eś? 


z głowy do serca 17.01.2015

"Wybaczenie komuś nie oznacza powiedzienia mu, że zranienie mnie było ok. Oznacza powiedzenie samemu sobie, że to jest ok, żeby przestać cierpieć"  (M. Rosenberg )

I jeszcze ten: 

"Nawet kiedy nie jestem zadowolona z czegoś co robię, chcę mieć serce otwarte na siebie. Jeśli zauważę, że się osądzam, pragnę poszukać wsparcia, żeby odzsykać kontakt z sobą i ze swoimi potrzebami, które stały za moim zachowaniem"   (M.Kashtan)

Oceny, moralne sądy, porównywanie, analizowanie i interpretowanie są wpisane w codzienność. W relacje. W relację z drugim człowiekiem i z samym sobą. Są godziny, dni, a czasem i tygodnie, w których królują. W których jak stara zdarta płyta przypominają, że "jestem beznadziejna/leniwa/czepialska", że "zawiodłam/rozczarowałam innych i siebie". Jak z kałasznikowa padają słowa, że "tak nie można/to nie do pomyślenia/nie mam prawa tak myśleć i tego czuć". Wracają wspomnienia ludzi, sytuacji i znowu rozbrzmiewa ten głos: "jak on mógł/dlaczego jest taki nieczuły/co za złośliwiec". 

To wszystko dzieje się w głowie. To myśli. One są przede wszystkim przyczyny poczucia winy, wstydu i złości. One prowadzą nas tam, gdzie nie planowaliśmy dotrzeć. Za wszelką więc cenę chcemy je wyrzucić z głowy. Pozbyć się ich raz na zawsze. Przestać w końcu oceniać, porównywać, naklejać łatki. I paradoks gotowy: osądzając się za to, co pojawia się w naszej głowie, zmniejszamy prawdopodobieństwo wyrwania się z tego zaklętego kręgu. 

Tak długo jak trwam w poczuciu winy z powodu tego co powiedziałam, pomyślałam, co zrobiłam, tak długo nie zobaczę źrodła. Duszenie w sobie poczucia winy, wstydu nie pomaga. Pławienie się w nich też nie. Co zatem pomaga? Wsłuchnie się w nie. Potraktowanie ich z życzliwością. Taka relacja z tym, co jest dla nas trudne do zaakceptowania: złość, poczucie winy czy wstyd, pozwala dotrzeć tam, gdzie chcemy być i ujrzeć to, co leży u podstaw naszych słów i czynów: potrzeby. 

Za wszystkim co mówię, robię kryje się pragnienie zaspokojenia jakieś konkretnej potrzeby. Strategie, które wybieram, wybieram po to, by zatroszczyć się o siebie i/lub drugiego. By zaspokoić potrzeby. Moje i/lub drugiego. Moją intencją jest więc wspieranie życia. Chcę o tym pamiętać. Szczególnie wtedy, kiedy nie jestem zadowolona z tego, co zrobiłam


Między chęcią a gotowością 18.12.2014

Tak chciałabym pisać raz w tygodniu. Chciałabym robić to systematycznie. Jeśli nie raz w tygodniu, to choć raz na dwa tygodnie. Chciałabym mieć specjalny czas na pisanie, może poniedziałkowy wieczór albo wtorkowy poranek. A może w środę, gdy Zu drzemie, a Zo w szkole. Eh, jakbym chciała. 

Chciałabym jeszcze kilku innych rzeczy:
- przestać jeść mięso. Tak na poważnie, bez wyjątków zwanych domowym pasztetem czy golonką w piwie; 
- pić tyle dwie kawy dziennie;
- codziennie biegać;
- wybierać komunikację miejską zamiast samochodu (czasem, choć raz w tygodniu);
- mniej siedzieć na FB :) 

Chcieć, to móc... mówi stare porzekadło, z którym trudno mi się zgodzić. Chcieć  to raczej mieć nadzieję, zakładać, planować, robić bilans zysków i strat (często nieświadomie). Chcieć to marzyć o innej rzeczywistości, innym świecie. Tym, w którym dopijając pierwszą kawę tego dnia, wylogowuję się z fejsa, by autobusem podjechać do parku, gdzie przez godzinę będę biegać, a po przyjściu do domu zjem kaszę z sałatą polaną oliwą ;) Oj, chciałabym być już w tym świecie :) 

Móc to znaczy być gotowym... Gotowość  to decyzja (zwykle jedna) i działanie. To zmiana. Gotowość to przestrzeń na realizację tego, czego tak bardzo chcemy. Jak już będę gotowa to z pewnością kupię bilet i wszystkie rodzaje kasz dostępne w moim sklepie. No i będę pisać raz w tygodniu, no dobra, raz na dwa tygodnie. Jak już będę gotowa, to z pewnością zorientujecie się :)   


Nie dokładaj cierpienia do bólu 31.10.2014

Przełom. Mój osobisty. I wcale nie mały. Wręcz przeciwnie.

Po warsztatach z Agnieszką Pietlicką dotarło do mnie, że ból i cierpienie to dwie różne rzeczy, i że o ile ten pierwszy jest częścią życia, to ten drugi - nie. No dobrze, już kiedyś o tym czytałam. Pewnie nawet nie raz. Jedno czytać, drugie pamiętać, a trzecie doświadczyć.

Cierpienie pochodzi z głowy. Tam się rodzi. Powstaje wraz z myślami, które pojawiają się, gdy zdarza się coś, co przynosi ból. Coś, co jedni nazywają końcem świata, inni hiobowym doświadczeniem, a jeszcze inni - życiową próbą. Cierpienie przychodzi wraz z myślami, które mówią mi, że:
-  powinnam sobie jakoś z tym poradzić,
- muszę/nie mogę tego zaakceptować,
- jak on mógł, jak ona śmiała,
- dobre już minęło, a teraz będzie tylko trudniej, boleśniej,
- nierozumiem po co, to się stało, dlaczego mnie to spotkało,
- teraz muszę wziąć się z życiem za bary
- nie dam rady, jestem za słaba,
- przecież skoro jesteśmy razem, to...

- ...(i tysiąc innych myśli, zawsze jednak myśli)

Osądy, samosądy, moralne oceny, żądania, oczekiwania, porównania, nawet te niezwerbalizowane, niosą za sobą cierpienie. I pytanie o sensu bólu też rodzi cierpienie. Gdzieś przeczytałam (żałuję, że wtedy nie zapisałam),  że cierpienie nie dotyka tych, którzy nie są przywiązani do swoich myśli. Myśli, jak słowa, mogą być murem albo oknem.
Cierpienie siedzi w głowie.